niedziela, maja 07, 2006

XXIV OSCH [3-7.05.2006 ZAKOPENE]

No i po wszystkim... Szkoda. Wróciłem właśnie z 24 Ogólnopolskiej Szkoły Chemii odbywającej sie w dolinie Kościelisko w Zakopanym. Nie byłoby w tym może nic takiego, gdyby nie to że to mój pierwszy wyjazd na taką konferencję ( tym razem nie narobiłem sobei zaległości z kolokwiami i mogłem pojechać - HURRA ) i... tada mój referat pt. "Kurara - czy aby tak śmiercionośna" zajął tam 3 miejsce. Jednak te 2 miesiące pałętania się po bibliotece, nocne renderowania i obróbka w Gimpie się do czegoś przydały :-)

ŚRODA

Jakie wrażenia? Zaczeło się troche ostro. Jazda z Opola do Zakopca była na pełnym gazie (4 żubry). Małe upominki, przy przyjeździe - pamiątkowy T-Shirt, Kubek itp. Potem uroczyste rozpoczęcie konferencji. Znowu biba. Zintegrowaliśmy się z resztą studentów. Jak popatrzyliśmy na resztę zapasów browców to stwierdziliśmy, że albo nam wątrąba padnie, albo zabraknie Harnaśów/Żubrów. Jak się okazało padł żołądek. Coś nam ta górska strawa siadła na żołądek. Ale muszę powiedzieć, że ta obsługa była naprawdę boska. A te kelnerki... ahhhh ^_^ Trochę jednak były kłopoty z integracją z resztą ludzi, bo jak się nie zna nikogo to tak jest.

CZWARTEK

Wracając do tematu. Przy śniadaniu w czwartek mnie złapał już mały stresik. Miałem mieć referat zaraz w czwartek po obiedzie i podczas obiadu tak mną już trzęsło, jak nigdy (nawet jak miałem te drgawki po przedawkowaniu kofeiny tak mną nie trzęsło). Stres mnie zmobilizował. Trochę przedłużyłem wystąpienie, ale tak to jest jak się na "żywca" coś robi nie sprawdzając jak długo się referuje. Strasznie mi się nie podobało moje wystąpienie, ale ekipie opolskiego koła się bardzo podobało,( ale co oni tam wiedzą .... :D ) jak zresztą całej reszcie obecnych. Dziwne trochę - na innych referatach ktoś zawsze gadał, a tutaj grobowa cisza i tylko moje chaotyczne, nerwowe wystąpienie. Nevermind. Grund, że miałem to za sobą i mogłem się bawić.
Dalsze wystąpienia, sesja posterowa. Trzymałem kciuki za Jacka, Mirka i Grzesia. Ale jak już wspomniałem trochę nam żołądki poskręcało i dlatego na wieczornym Grillu wraz z Jackiem siedzieliśmy krótko. Do tego po harnasiu jak sie położyłem to mnie zmogło momentalnie. Pospałem sobie trochę...

zZzzz.... zZzzz...

PIĄTEK

Ale przesiedziałem na wszystkich wystąpieniach (z wyjątkiem jednego gdzie zaspałem na śniadanie i jak skończyłem jeść to już było po :[ ) i powoli zaczynałem kojarzyć twarze. Przeszedłem się trochę po sesji posterowej, ale mnie to nie ruszyło zbytno... Muszę powiedzieć, że pomorze się bardzo integrowało - Szczecin, Gdańsk i Gdynia - mam same miłe wspomnienia jeśli chodzi o te ośrodki.
Kolejna wieczorna biba do 3 w nocy(może była dłuższa, ale mnie zmogło...). Tak sobie potańczyłem, że na drugi dzień się kolana i kręgosłup się odezwał.

SOBOTA

Ostatnie wystąpienia. Dużo naszych...na których mało ludzi przyszło. Ale frekwencja na wystąpieniach podczas całej szkoły była słaba, jeśli nie żałosna. Ostatnie wystąpienie bardzo mi się podobało. Oryginalność wystąpienia powaliła - anaglificzny wykład 3-D. Osobiście mi się podobał. Wieczorny bankiet był mocny. Po ogłoszeniu zwycięzców rozpoczęła się wielka impreza. Tekiej integracji nie widziałem od 3 dni. Jak się ucieszyłem jak byłem rozpoznawalny wśród kociaków :D Wpis do książki zjazdowej za wpisem. Jak mnie osaczyły 3 dziewczyny z warszawy to się nie wybroniłem. Oczywiście pobiegłem po moją księgę i poprosiłem o maile :-D Zgadałem się też z Łukaszem ze Szczecina - równy facet, nawet mi się wpisał ;-) Imrezowałem, aż do upadłości w czym mnie tylko Mirek pobił - nie mam takiej kondycji jak miro.

NIEDZIELA

Pobudka, śniadanko i przy okazji wpisałem się Łukaszowi. A potem już pozostało tylko się spakować i długie pożegnania... Jakoś dojechaliśmy do Zakopca, gdzie sobie nakupiliśmy pamiątek. Jazda była długa do Opola. Przy okazji trafiła nam się ciekawa akcja. Obok w przedziale siedziała ekipa trenująca kapuerę i śpiewali niezłą muzę, nawet odwalili małą jingę na stacji :-) fajnie jest coś takiego zobaczyć na własne oczy...

Już nie mogę się doczekać na następną, ale jak na razie trzeba się wziąć za naukę w końcu sesja, sesja już niedługo....

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Nono, fajnie się czyta, miły wyjazd :) BTW, to zauważyłem największe 'emotowe ożywienie' pojawia się w okolicy kociaków... Nie żeń się jeszcze :P !