Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myPhotos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myPhotos. Pokaż wszystkie posty

sobota, marca 08, 2008

Squirrel tower

Zrobiło się cieplej i mnie wyrwało na wypad rowerem. Jak widać na zdjęciu owo enigmatyczne miejsce w które się wybrałem ma swój urok. Lubię tam jeździć, by oczyścić myśli. Gdzieś schowana w lesie leży ta moja ulubiona polana przy której stoją sypiące się piece wapienne. Same piece nie są tutaj niczym dziwnym - można je spotkać na każdym kroku, nawet w herbie miasta. To miejsce ma dla mnie specyficzny odprężający klimat. Leży jak gdyby na skraju dwóch światów. Wchodząc na polanę ma się wrażenie, że natura "odbiła" sobie to miejsce od człowieka tworząc czyniąc je niedostępne. Ale wystarczy wyjść z polany, a naszym oczom ukaże się widok na panoramę miasteczka i odnosimy wrażenie, że cywilizacja jest na wyciągnięcie ręki. Ale to tylko wrażenie... Ostatnio gdy tam byłem minęła mnie o 20m sarna. Kiedy teraz tam byłem natknąłem się na tego oto mieszkańca pieca:
Nie wiem czemu, ale jakoś mi się skojarzyła nazwa "Wieża Wiewiórki". Być może za sprawą pewnej powieści Sapkowskiego... ]:) W każdym razie po 30 minutach biegania wkoło pieca z aparatem w ręku jak ostatni idiota co pierwszy raz widzi na oczy takiego rudzielca stężenie endorfin w moim organizmie osiągnęło tak wysoki poziom, że do tej pory czuję ich pobudzający wpływ. Nie ma to jak obudzić w sobie instynkt łowiecki. Może nie miałem łuku, ale wróciłem do domu z ustrzeloną nieco inną zwierzyną... Swoją drogą ciekaw jestem jak smakuje smażona wiewiórka podana w sosie z borówek.

poniedziałek, czerwca 18, 2007

Grasshopper

Kiedy zniknę,
Dobrze pilnuj grobu,
Koniku polny.

Issa

sobota, maja 19, 2007

Bolko bonsai

Dziś zrobiłem sobie, krótki wypad na wyspę Bolko z aparatem fotograficznym. Może to już takie moje zboczenie na punkcie kultury japońskiej, ale przechodząc przez most w kierunku zoo rzuciło mi się w oczy drzewo które rośnie obok mostu. Ładny Fukinagashi, co nie? Chyba znalazłem sobie miejsce które będę w najbliższym czasie nawiedzał z aparatem, by choć trochę odpocząć od stresu na uczelni.

sobota, maja 12, 2007

Windy fields

Od dwóch dni brak mi ochoty zrobić cokolwiek. By temu w jakiś sposób zaradzić wybrałem się na przejażdżkę rowerem. Może motywacji nowych nie znalazłem, ale za to zrobiłem kilka ciekawych zdjęć.

Bieszczady 2007

No więc miałem napisać o tej dolinie rozpusty. W sumie to było najlepsze wydarzenie podczas trwania XXVI OSCH. Szkoła była jaka była i na ten temat się nie będę wypowiadał. Ale po południu drugiego dnia(1 maja) mieliśmy już dosyć nudy w ośrodku i wyszliśmy po pobliskiej Wetliny tylko po znaczki pocztowe i drobny prowiant. Wchodząc do wioski przywitała nas muzyka oraz roztańczeni mieszkańcy. Jak się okazało co roku organizują oni pochód pierwszomajowy oraz imprezę zaraz po pochodzie. Kupiliśmy co trzeba było i wkręciliśmy się trochę w tłum.
Po chwili, nasze dziewczyny wyrwały pana Józka - prawdziwego bieszczadzkiego anioła - by zrobić sobie z nim zdjęcie.
Anioły są całe zielone
Zwłaszcza te w Bieszczadach
Łatwo w trawie się kryją
I w opuszczonych sadach

W zielone grają ukradkiem
Nawet karty mają zielone
Zielone mają pojęcie
A nawet zielony kielonek

Jak na prawdziwego anioła przystało pan Józek miał skrzydła oraz zielony kielonek wiszący u szyi na zielonej wstążce.
Anioły bieszczadzkie, bieszczadzkie anioły
Dużo w was radości i dobrej pogody
Bieszczadzkie anioły, anioły bieszczadzkie
Gdy skrzydłem cię trącą już jesteś ich bratem
No właśnie. Szybko pojawił się z-ca sołtysa, który sam pochodzi z Opola. Jak się dowiedział, że jesteśmy opolanami przywitał nas starym polskim zwyczajem. Trzeba przyznać, że facet wie jak promować wieś ]:D A że humor nam zaczął dopisywać poszliśmy tańczyć. Specjalnie dla nas kapela zagrała "Te opolskie dziołchy". Z taką gościnnością to się dopiero pierwszy raz spotkałem.

I tak z drobnego wypadu po znaczki, wróciliśmy po 3 godzinach, chwiejnym krokiem do ośrodka wrzeszcząc na cały głos hasło podchwycone od sołtysa:
My się umiemy bawić bez alkoholu... Ale po co?

];)

Poza tym zaliczyłem 3 szczyty w jeden dzień - Halicz, Tarnicę i Szeroki Wierch. Parę wybranych widoków z tych wypraw wrzuciłem tutaj

King of my Castle

Tak jak obiecałem przed moim wyjazdem w Bieszczady podzielę się zdjęciami jakie zrobiłem podczas mojego pobytu na zamku w Rogowie Opolskim. Wprawdzie była to impreza rodzinna, ale ukradkiem wymknąłem się z aparatem by pospacerować sobie po parku i narobić kilka(set) zdjęć. Jak widać na zdjęciu obok trochę czułem się jak hrabia na włościach ];) Zdjęć się trochę nazbierało, więc stwierdziłem że nie będę zapychał nimi tutaj miejsca, a wrzucę je do osobnej galerii.
Zapraszam do oglądania.

wtorek, kwietnia 24, 2007

Ants

Dziś wracając do domu natrafiłem na powyższe mrówki biegająceh po chodniku i ciągnące za sobą martwe żuki do kolonii. Tak sobie pomyślałem, że mogę się porównać do takiego żuka. Czemu? Bo nie wiadomo jak człowiek się będzie starał, to zawsze się znajdą takie małe mrówki, które w końcu i tak nas ubiją.

Razem z kolegą referowaliśmy się dziś na wystąpieniu seminaryjnym na temat naszej pracy magisterskiej. Dwa tygodnie solidnych przygotowywań, trenowania do bólu wystąpienia... Zrobiłem piękną animację we flashu, dobrałem piękne tło do prezentacji, wycieniowałem wszystko... Mówiąc krótko ładnie się by tą prezentację oglądało. Mówię, że ładnie by się oglądało, bo taka ładna nie była. Na tym durnym komputerze na auli wykładowej był wgrany MS Office 97 czy coś takiego, a że nasza prezentacja była w MS Office XP to oczywiście wszystkie rysunki, animacje program tak zmasakrował, że momentami się zastanawiałem co tam mam na slajdzie...

Niby taka jedna mała niepozorna mrówka, ale już paręnaście takich małych potrafi zabić żuka...
Life sucks ]:(

środa, kwietnia 11, 2007

Where do you go?

- Gdzie idziesz?
- Na północny-wschód.
- ??

środa, kwietnia 04, 2007

Deep forest run

W zeszły wtorek postanowiłem, że pójdę sobie z aparatem fotograficznym w las porobić parę fotografii, a w szczególności makrofotografii przyrody. Chciałem znaleźć sobie coś małego, a zarazem ciekawego w całym tym wielkim lesie.
- Boję się Poncho.
- Bullshit. Ty się nie boisz nikogo.
- Tam coś jest i czeka na nas, i to nie jest człowiek. Wszyscy zginiemy.

Las momentami wyglądał groźnie...

...ale też i pięknie.


Po mniej więcej godzinie chodzenia przeszła mi ochota na robienie zdjęć. I wtedy to się stało...
- Co ona mówi?
- Mówi, że dżungla przyszła i go zabrała...

... naszła mnie ochota na bieg przez las. W melodię absurdu urządziłem sobie mały leśny parkour przez wszystkie napotkane zwalone drzewa, górki, dołki i krzaki. Dawno nie miałem takiego skoku adrenaliny...
- Stary, krwawisz.
- Nie mam czasu, by krwawić.
... i takiej zdartej od krzaków skóry oraz takich zakwasów w udach. Ale suma sumarum to było fajnie. Szkoda tyle, że przez następne 2 dni próbowałem się z tych zakwasów wylizać bezskutecznie ];)

sobota, marca 10, 2007

First signs of spring

Tego tygodnia pojawiły się pierwsze oznaki wiosny. Słońce wyszło zza chmur, w moim ogrodzie krokusy otwarły kielichy, by kąpać się w blasku nowego dnia, a ja zabrałem ze sobą aparat fotograficzny by to uchwycić. Przez minione dni chodziłem z nim wszędzie robiąc głównie makrofotografie.

środa, lutego 21, 2007

Big in Japan

No dobrze może nie "Big", chociaż wprawdzie mam te 178 cm wzrostu i też nie w "Japan", a na wystawie o Japonii. W tym tygodniu na UO odbywa się cykl imprez pt. "Bliżej Kultur. Japonia." W poniedziałek mam strasznie długo zajęcia, więc nie mogłem pójść. Zresztą nie bardzo mnie plan interesował. Ale zainteresował mnie harmonogram imprez zaplanowanych na dzisiejszy dzień. Czemu? Słowo klucz brzmi Origami. ];) Po południu pobiegłem na prelekcję o estetyce japońskiej, na którą ze znanym mi stylem oczywiście się spóźniłem... Ale warto było przyjść. Spotkałem koleżankę z mojej klasy LO - Aldonę - która, jak się okazało na ten cykl imprez chodzi od poniedziałku. Po prelekcji był mały pokaz składania żurawia japońskiego. Rozdano kartki i zebrani ludzie mieli ubaw jak w przedszkolu. "Nieee... Nie tak szybko..." ]:D Ten "żuraw po wypadku samochodowym" Aldony nawet na zdjęciu wygląda normalnie, mimo że był robiony na kolanie.... Sam zrobiłem 2 żurawie - jeden machający skrzydłami, a drugi nie. Niestety przeciągnęło się to wszystko, więc nie poszedłem na 1 h fakultetu "Komputerowej obróbki tekstu". Nie przegapiłem dużo - tylko Worda. Posiedziałem sobie na na zajęciach. Po szwendałem się po campusie i akademiku, po czym poszedłem na drugą część. Niestety nie udało mi się wyciągnąć kolegi ze sobą, bo "musiał coś napisać". Tja, uroki pracy magisterskiej z biochemii... ];) Przyznam się szczerze, że zabłądziłem szukając MOKu, bo jeszcze tam nigdy nie byłem, ale szybko odnalazłem cel i przyszedłem w sam raz na prezentację jujitsu, a konkretnie walk kijami bo. Facet który opowiadał robił to w sposób niezwykle pouczający, a zarazem zabawny. Jednej sceny nie zapomnę. Była tam mała dziewczynka ok. 8 lat, która powiedziała mu, że trenuje aikido i czy nie może pokazać rzut. Ten pan podszedł do niej, wyciągnął ją na środek i wskazując na swoich uczniów mówi: "wybierz sobie jednego tylko mi go nie złam"(a wcześniej sam dwojgu z nich tak wytarmosił, że jednemu zabrakło tchu na minutę, a drugi jak już widział, że na nim ma się zaprezentować ciosy to robił kwaśną minę). I teraz taka scena - dwudziestoparoletni drągal i taka mała filigranowa blondynka na środku sali. Zgranie ruchów. Ciach. I drągal poleciał, a dziewczynka odebrała należyte owacje. Szkoda, że mi bateria padła od aparatu w tym akurat miejscu... Tak to już jest jak się nagrywa filmiki pokazów, a nie wie że gwóźdź programu ma dopiero nastąpić. Oto parę fotek - strasznie rozmyte bo kolesie mieli ruchy jak neo w matriksie, więc to nie wina fotografa ];)
Dalej był pokaz filmu z wycieczki pewnego nauczyciela, który omawiał swój pobyt w Osace oraz zwiedzane przez siebie miejsca. Między innymi pokazywał jak jadł w restauracji, jak się sam wyraził - "to chyba były kraby z dżdżownicami"(jedzonko faktycznie się na filmie ruszało). Naprawdę ciekawy film z racji tego, że taki zaprezentowany bardziej od strony prywatnej, niż to co pokazuje się w TV. Po filmie była mała przerwa, którą wykorzystałem na pooglądanie i porobienie zdjęć wystawy pt. "Obrazy Japonii" autorstwa Martyny Chrobak.
Najbardziej mi się podobało to zdjęcie ze smokiem na dachu świątyni.
Trochę to trwało, ale wreszcie przyszedł czas na to na co czekałem od początku - warsztaty origami. Zaczęły się od krótkiej historii origami, parę słów o wystawie "Festiwal Origami Polska 2007", której część można było zobaczyć, po czym zabraliśmy się za zrobienie paru prostych modeli - Fudżi, pukawki oraz pergaminowego smoka. Z tym smokiem to było różnie. Ja jestem już wprawiony bardzo w tego typu zabawach, ale dziewczyny z mojego stolika miały niezłe problemy z poskładaniem go w całość(Foto obok - mój smok to ten na pierwszym planie z opadającą głową). W efekcie wyszła im "skóra smoka", bo jak zażartowaliśmy to udało im się ubić smoka i teraz mogą sobie go powiesić na ścianie ];) Papierowe żurawie - symbol origami i szczęścia. Wedle japońskiej legendy kto zrobi 1000 żurawi temu bogowie spełnią życzenie. Jest taka historia pewnej dziewczynki, która przeżyła wybuch bomby atomowej w hiroshimie, ale została tak bardzo napromieniowana, że lekarze nie dawali jej żadnych szans. Poprosiła natychmiast o papier i zaczęła robić papierowe żurawie. Niestety nie pomogło... Teraz w Hiroshimie stoi jej pomnik pod który zanosi się papierowe żurawie.
To nie jest trudne. Wszystko to jest wstanie zrobić dziecko. Na przykład te "kule szczęścia" dzieci w japońskim przedszkolu robią na zajęciach
Tak o wystawie wyraziła się Dorota Dziamska, prezes Polskiego Centrum Origami, prowadząca warsztaty. Przyznam się szczerze, że się zasiedziałem i zgłodniałem. Ale i o to organizatorzy zadbali. Jako poczęstunek było kilka odmian sushi oraz dwa warianty yakisoby(rodzaj sałatki z makaronu, marchewki, kapusty pekińskiej i sosu). Wyglądało to tak:
Mniej więcej połowę potraw spróbowałem(zanim się dopchałem do sushi z kiwi to niestety już znikło ]:/ ). Te kraby/krewetki/czerwone-coś-z-ogonem też było pyszne. Oczywiście nic nie uciekało z talerza same, chociaż niezwykle szybko się straciło. Chyba częściej muszę jadać owoce morza, bo jak widać naprawdę mi to zasmakowało. Chce ktoś spróbować ?? ];)