Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myWebTravels. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myWebTravels. Pokaż wszystkie posty

czwartek, stycznia 21, 2010

Sita Sings the Blues

Wow. Ten film animowany mnie po prostu oczarował. Co mam tu na myśli? Oczywiście tytułowy "Sita Sings the Blues" autorstwa Niny Paley. Po pierwsze mamy tu ciekawie animowaną Ramajanę, czyli indyjski epos o dziejach Ramy (siódme wcielenie boga Wisznu) i jego żony Sity. Po drugie jest to nowożytna, autobiograficzna opowieść o rozpadzie związku stawiająca istotne pytanie - "dlaczego?". Po trzecie jest to musical, w którym usłyszymy piosenki Annette Hanshaw, jazzowej piosenkarki z lat dwudziestych i trzydziestych XXw. Zaskoczyło mnie jak można w taki sposób pogodzić ze sobą tyle odmienności, ale reżyserce naprawdę się to udało!
Rama, Hanuman i Sita
Co ciekawe film jest rozpowszechniany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach, co oznacza, że film możemy swobodnie kopiować, rozpowszechniać i odtwarzać (zachęcam do obejrzenia w gronie znajomych). Na oficjalnej wiki filmu możemy też znaleźć napisy m.in. w języku polskim (kodowane w UTF-8). Oniemiałem gdy dowiedziałem się, że film był całkowicie tworzony na domowym komputerze, a nie na jakimś klastrze renderującym, czy też przez profesjonalne studio animatorskie. Z drugiej strony to od czasu "Katedry" Tomka Bagińskiego nie powinno mnie dziwić, że dobry film animowany może powstać w domowych czterech ścianach.

środa, lipca 01, 2009

Bait

Przetrzemy trochę ten kurz. Te pajęczyny też. O proszę! Od razu lepiej. No to teraz znów mogę przez parę tygodni tutaj nic nie pisać... ]:)


Prawdę powiedziawszy to ostatnio nie pisałem, bo nie miałem na czym. Laptop mi świrował, więc zaniosłem go do serwisu. Jak się okazało dysk umierał śmiercią naturalną, a grafika po kilku godzinach użytkowania też wykazywała pewne anomalie (monitor urządzał sobie małe techno party). Tak czy inaczej po raz kolejny pracuję na innym laptopie. Tym razem jest to Philips X58 i mam nadzieję, że mi posłuży dłużej niż poprzedni acerek. Ta maszyna nie ma niestety wbudowanej kamerki internetowej ani irdy, ale za to ma bluetooth i co dla mnie było najważniejsze - kartę graficzną nVidii. Jak każdy sprzedawany laptop także i ten miał preinstalowaną Vistę. Postanowiłem sobie ten system zatrzymać i się przekonać na własnej skórze dlaczego tak dużo ludzi na niego narzeka. Wiem, że to dziwnie zabrzmi tym bardziej, że za niedługo ukaże się Windows 7, ale nigdy osobiście jeszcze nie pracowałem na Viście. W tym momencie moja informatyczna ciekawość zwyciężyła nad "linuksowym wypaczeniem". Ale nie był bym sobą, gdybym nie postawił na tej maszynie mojego ulubionego Linuksa. W tej chwili zamiennie używam środowiska KDEmod3 i KDEmod4 bawiąc się wszystkimi wodotryskami jakie można włączyć dzięki akceleracji 3D. I to mnie sprowadza do tematu notki. Szperając trochę po sieci natrafiłem na dość ciekawy filmik:



Jak widać ludzie niewiele się różnią od ryb. Wystarczy odpowiedni haczyk i przynęta, a rybki biorą. Wystarczy pokazać trochę efektów 3D i ludzie są zachwyceni systemem. Tak było z areo w Viście. Tak jest z plazmą w KDE4 i tak będzie w Windows 7. A o iPhone nawet nie wspomnę.

sobota, lutego 14, 2009

Valentine's Day

Znów przyszły walentynki. Mnie jednak na amory jakoś specjalnie nie bierze. Może to przez wczorajszą wizytę u stomatologa po której jeszcze odczuwam lekkie mrowienie w żuchwie? W każdym razie jak na komercyjną okazję sieć roi się od propozycji walentynkowych prezentów, dobrych rad na udany wieczór itp. Poszperałem trochę i znalazłem na www.geeksaresexy.net coś co mnie osobiście rozbawiło. Tak informatyk wyznaje miłość: Więcej propozycji na informatyczny prezent walentynkowy można znaleźć tutaj. A jak już jestem przy informatykach to chciałbym dziewczyną, które jeszcze tego nie wiedzą (ale pewnie dużo już wie) pokazać, że informatyk to całkiem niezła partia. Ciekaw jestem jakie są zalety chemika. Zapytałem google i raczej znalazłem tylko odpowiedzi na pytania "X powodów dla których ": a) warto mieć chłopaka b) nie warto mieć chłopaka c) warto mieć gładkie nogi itd. Niemożliwe, żeby żadna dziewczyna nie widziała plusów posiadania chemika jako chłopaka. To ja w takim razie dodam kilka zalet od siebie.
Oto 10 powodów dla których warto umawiać się z chemikiem:
  1. Z chemikiem każda randka to nowe doświadczenie.
  2. Chemik zawsze doradzi jakie tabletki przeciwbólowe kupić, bo zawsze czyta skład na opakowaniu.
  3. Chemik-syntetyk to z definicji dobry kucharz, bo lubi sobie coś upichcić i tak dla odmiany pozwolić na oblizanie łyżki.
  4. Chemik będzie zawsze podziwiał twoją fryzurę (loki to dla niego α-heliksy, falowane to β-kartki, a niepoukładane to cudowne kłębki statystyczne).
  5. Chemik jest prawie tak samo zaradny jak McGuyver. Na wypadek rozbicia na bezludnej wyspie, będzie znał kilkanaście sposobów na wzniecenie ognia z samolotowej apteczki.
  6. Przy chemiku nigdy nie będziesz już więcej musiała kupować zmywaczy do paznokci.
  7. Chemik-analityk zawsze doradzi ci podczas zakupów ubrań i biżuterii (od ciągłego miareczkowania jest w stanie rozróżnić drobne różnice w barwach, których inni mężczyźni nie widzą, a zawartość złota w kolczykach jest w stanie określić z odległości 10 m).
  8. Chemik w białym fartuchu jest równie sexy jak George Clooney w "Ostrym dyżurze"
  9. Dla chemika zawsze będziesz pięknie pachnieć (zmysł powonienia dawno stracił od zapachów laboratorium).
  10. Chemik wie jak sprawić byś stopniała w jego ramionach.

sobota, sierpnia 09, 2008

Somewhere beyond the sea

Dlaczego tak ciężko przychodzi nam postrzeganie siebie przez pryzmat codziennych dokonań? Sam nie wiem. Dwa dni temu spojrzałem na siebie z innej strony i to co zobaczyłem naprawdę mnie przygnębiło. Nigdy nie sądziłem, że mam problem z jakimś nałogiem, a tu proszę - odkąd powiedziałem sobie "Nie!" mam klasyczne psychologiczne objawy "głodu". Nie będę się nad tym rozpisywał, ale od tej chwili spędzam sporo czasu na jeździe na rowerze, szkicowaniu i gimpowaniu. Sztuka zawsze pomagała mi w jakiś sposób przetwarzać emocje. Niezależnie od tego czy miała ona charakter twórczy, czy był to tylko jej bierny odbiór - zawsze zaprzęgała wierzchowce rydwanu fantazji mego umysłu i wysyłała go w daleki wojaż. Przez ten czas ciągle powracają w mojej głowie wizje jakiś odludnych miejsc pełnych skał w których w zasadzie nie ma życia. Czasem jest to preria, a w niej samotny jeździec stojący na skalnym uskoku, albo galopujący w tumanach pyłu za ogromnym latającym pośród chmur smokiem/wężem (Quetzalcoatl?). Innym razem są to podwodne skały porozrzucane gdzieś pośród piaszczystego dna po których przechadzają się prążki promieni słonecznych. Jest tam mało ryb, parę wodorostów, a mimo tej otaczającej pustki odczuwa się taki spokój, że ma się ochotę zasnąć na jednym z podwodnych kamieni. Czyżby moja podświadomość chciała mi coś powiedzieć? Co takiego? W każdym razie bardzo się zdziwiłem, gdy dziś znalazłem miejsce bardzo podobne do tego z mojej wizji, a wygląda ono tak:

niedziela, czerwca 01, 2008

Firefox Download Day Statistics

Dzień Pobierania 2008Całkiem przypadkiem natrafiłem dziś na stronę akcji organizowanej przez twórców mojej ulubionej przeglądarki - Firefox Download Day 2008. A ponieważ jestem takim zagorzałym zwolennikiem open source nie zwlekałem długo zanim się zarejestrowałem. Na stronie projektu jest całkiem ładna mapka pokazująca ile osób z każdego regionu świata dołączyło do projektu. To że w na mapce Polska widnieje jako kraj z największą liczbą zarejestrowanych użytkowników w Europie chyba nie dziwi nikogo, skoro wg statystyk jesteśmy na drugiej pozycji(zaraz po finach) jako kraj europejski najchętniej używający Firefoksa jako przeglądarki internetowej. Coś innego jednak przykuło moją uwagę. Nie jesteśmy najbardziej aktywni w tym projekcie. Taka Polska ma ok. 38,110,000 mieszkańców z czego 38,595 osób się zarejestrowało(z chwilą kiedy ja się rejestrowałem). Daje nam to łącznie 0,1012% ludności którzy są zagorzałymi zwolennikami ognistego lisa. Nasuwa się pytanie - kto nas pobił? Chińczycy? Amerykanie? Rosjanie? Nie. Celowo wcześniej zaznaczyłem, że chodzi o region świata, a nie o kraj. Jeśli ktoś stawiał na norweskie terytoria zależne Svalbard i Jan Mayen to miał rację. Tak, właśnie na zamieszkałej przez renifery spitsbergeńskie, lisy i niedźwiedzie polarne, malowniczej arktycznej prowincji Svalbard znajduje się największy odsetek zwolenników projektu Firefox Download Day w przeliczeniu na liczbę mieszkańców(34/2165 = 1,5704%). Nawet jeśli doliczymy do tego liczbę obsługi stacji radionawigacji dalekiego zasięgu(18 osób) wyspy wulkanicznej Jan Mayen to Norwegowie biją nas o rząd wielkości. Czemu tak jest? Można szukać uzasadnienia w przywiązaniu norwegów do okolicznej fauny. Zwolennicy teorii spiskowych mogą też sobie uknuć swoje wytłumaczenia. Ja mam swoje. Na Svalbardzie jest pięć polskich stacji badawczych m.in. Polska Stacja Polarna Hornsund, Stacja Polarna UMK oraz Stacja Polarna im. S.Baranowskiego Uniwersytetu Wrocławskiego. W galerii zdjęć tej ostatniej znalazłem taki komentarz:
“Baranówka” i nasza własna elektrownia wodna na rzece Brattegg - wystarczająca do oświetlenia chatki i podładowania laptopów, a nic innego przecież nie potrzebowaliśmy!

Wniosek nasuwa się sam. Wyślijmy polskich naukowców na księżyc oferując im połączenie internetowe, a okaże się, że mieszkańcy księżyca wprost uwielbiają Firefoksa. Wracając do tak wielkiego poparcia mieszkańców Svaldbardu dla trzeciej wersji Firefoksa - jestem za tym by developerzy z Mozilli stworzyli specjalną wersję przeglądarki o kryptonimie "Arcticfox 3". Mam nawet propozycję na logo ]:)

poniedziałek, maja 26, 2008

Slow motion realms

Ostatnio zapragnąłem znów obejrzeć sobie Teslę. Kocham to słonecznikowe demo za świetne połączenie wizualizacji z ambientową muzyką. Anyway, to właśnie muzyka autorstwa Radixa i Lluvii sprawiła, że jakoś dziwnym trafem wylądowałem na stronie kompilacji demoscenowej muzyki pt. Demovibes. Jeśli ktoś tak jak ja gustuje w muzyce gatunku elektro, ambient, chillout, alternative to polecam składankę. Szczególnie podczas nocnego programowania w pythonie. Ponieważ album jest w formie jednego wielkiego pliku mp3 + plik cue (podział na tracki) polecam tą wtyczkę do Winampa. Szkoda tylko, że Amarok jeszcze nie ma takiej funkcjonalności :-(

niedziela, lutego 17, 2008

Hmm...

Jakby kogoś to interesowało(i tak wiem, że nie) to nadal żyję... Ostatnio nie piszę notek, bo nie czuję ku temu potrzeby, a przynajmniej nie czułem do teraz. Nie będę się też teraz rozpisywał co ostatnio robiłem, ani co się kryje w otchłani moich mrocznych myśli... W zamian za to podzielę się stroną, która przypadła mi bardzo do gustu, a właściwie mirrorem strony, bo oryginalna (http://misanthropia.net/) nie jest już przez autora prowadzona. To co mnie osobiście urzekło w tej stronie, to nie treść medialna - zdjęcia i muzyka mówią same za siebie, ale list publiczny autora w jakich okolicznościach tworzył to co tworzył...

środa, stycznia 30, 2008

30 seconds

Czasem człowiek by chciał sobie zobaczyć jakiś film, ale po prostu nie ma czasu na to. Dziś znalazłem sobie stronę z 30 sekundowymi streszczeniami pełnometrażowych filmów. Oczywiście są tam też moje ulubione - "Fight Club" i "Marsz pingwinów".

niedziela, stycznia 06, 2008

Waterlollies

Dziś taka krótka notka. Zauważyłem, że jeden z moich ulubionych artystów tworzących filmy we flashu - Adam Philips - stworzył kolejny odcinek przygód satyra Bitey'iego. Tak więc gorąco polecam kolejną opowieść z Brackenwood. A tak na marginesie to ładne wykorzystanie systemu cząstek we flashu...

poniedziałek, grudnia 10, 2007

Somewhere here

W szkole lubiłem geografię, ba byłem z niej nawet dość dobry (przyznać się bez bicia kto z was umiał np. w dzień przesilenia jesiennego obliczyć kąt padania słońca o 12:00 nad własnym domem). Jak widać byłem dobry w te klocki. Wszelkie mapy nie są mi obce. Obojętnie czy to mapa fizyczna, polityczna, hydrograficzna, synoptyczna, hipsometryczna, geologiczna - na każdej potrafię się odnaleźć. Dziś jednak znalazłem mapę na której się pogubiłem. No... może nie do końca. Powiedzmy, że wiem mniej więcej gdzie jestem(ach, ta reguła nieoznaczoności Heisenberga...). Natrafiłem na dość ciekawą stronę z mapą nauki (samą mapę można pobrać tutaj). Jak się okazało amerykanie zebrali z grubsza ponad 800 000 artykułów naukowych wraz z słowami kluczowymi w wielką relacyjną bazę danych. Na jej podstawie stworzono model liczony metodą pola siłowego, gdzie bliskość poszczególnych węzłów zależy od ilości odwołujących się do siebie artykułów. Rzut tego modelu na płaszczyznę daje wspomnianą mapę, która przedstawia wspólne zależności pomiędzy biologią, biotechnologią, chemią, medycyną, technologią informacyjną, geologią, naukami socjalnymi oraz innymi gałęziami nauki. Jak się okazało "gałązka" na której ja siedzę(chemia peptydów) jest na takim zadupiu tej mapy, że nie wiadomo, czy to na pewno jest to. Nie ma to jak mieszkać w miejscu, które na mapie jest białą plamą ]:( Jeśli ktoś jeszcze nie wie co chciałby studiować, niech spojrzy na trendy rozwojowe i idzie w kierunku z największą liczbą powiązań. Swoją drogą to na wspomnianej stronie nawet zaznaczone jest w jakich gałęziach nauki działa NASA. Ładna mapa, ale można się trochę pogubić...

niedziela, września 09, 2007

Lovers

Nie wierzę w wróżby, ale wynik tego quizu bardzo mnie zaskoczył...

You are The Lovers

Motive, power, and action, arising from Inspiration and Impulse.

The Lovers represents intuition and inspiration. Very often a choice needs to be made.

Originally, this card was called just LOVE. And that's actually more apt than "Lovers." Love follows in this sequence of growth and maturity. And, coming after the Emperor, who is about control, it is a radical change in perspective. LOVE is a force that makes you choose and decide for reasons you often can't understand; it makes you surrender control to a higher power. And that is what this card is all about. Finding something or someone who is so much a part of yourself, so perfectly attuned to you and you to them, that you cannot, dare not resist. This card indicates that the you have or will come across a person, career, challenge or thing that you will fall in love with. You will know instinctively that you must have this, even if it means diverging from your chosen path. No matter the difficulties, without it you will never be complete.

What Tarot Card are You?
Take the Test to Find Out.

czwartek, maja 31, 2007

Think different

Jakiś czas temu szwendałem się po empiku i czytałem sobie fragmentami książkę, której tytuł mnie zaintrygował - "Hakerzy i malarze. Wielkie idee ery komputerów". Przyznam się, że nie czytałem całej, ale pewne rozdziały mnie zaintrygowały. Przede wszystkim chciałem wiedzieć co ma tytułowy haker do malarza. Jak się okazało autor studiował zarówno programowanie, a konkretnie jest programistą Lisp(thx wikipedio), jak i malarstwo, a oba zajęcia wymagają tego by osoba była kreatywna.

Anyway. Dziś sobie znalazłem dość ciekawy wykład wygłoszony przez Paula Grahama(autora wyżej wymienionej książki) z O'Reilly Open Source Convention z czerwca 2004 pt. "Great Hackers" [mp3/html], który strasznie mi się podoba, gdyż w 100% podpisuję się pod słowami autora jeśli chodzi o kreatywne myślenie i tworzenie sobie odpowiedniego środowiska do takiej pracy. Poza tym to dość zabawnie opowiedziane - szczególnie fragment o wyruchaniu IBMa przez M$ mnie rozbawił.

A tak w ogóle to dziś mnie tak pociągnęło w stronę tematu programowania, bo jestem po rozmowie z pewnym doktorem na temat, czy w ramach planowanego powstania nowego fakultetu "Podstawy programowania" nie mógłbym napisać własny viewer cząsteczek z możliwością optymalizacji geometrii cząsteczki w jakimś szybkim i prostym polu siłowym. Nie tam jakieś modelowanie Ab initio, czy metodą Hartree-Fock'a z solidną bazą funkcyjną, bo w końcu nie mam czasu by mi cząsteczkę komp obliczał przez tydzień albo i dłużej... Po prostu coś zgodnego z zasadą KISS.

niedziela, maja 27, 2007

Waiting for the snow

No i znów się nazbierało trochę pracy, a ja znów nie wyrabiam. W takich chwilach to tylko można liczyć na cud. Ja w takich chwilach słucham muzyki New Age, by się uspokoić. Poniższa piosenka pozwoliła mi zdać już parę przedmiotów, ale dopiero dziś się dowiedziałem, że są dwie wersje - francuska i angielska.
Anggun - La Neige Au Sahara/Snow on the Sahara
Porównując oba kawałki zaczynam żałować, że nie miałem w szkole języka francuskiego. Ta wersja wydaje mi się bardziej melodyjna. A poza tym angielskojęzyczny klip z tymi kocimi ruchami jakoś mnie zniechęca.
Ach ta komercja...

niedziela, maja 13, 2007

Doll face


Pewnych rzeczy nie trzeba tłumaczyć. Tak jak tego filmu. Po prostu urzekło mnie przesłanie.

środa, maja 09, 2007

Patterned

Coś czuję, że te wszystkie fotki, którymi chciałem się pochwalić, będą musiały poczekać do weekendu. Po tygodniu w Bieszczadach wróciłem wprawdzie opalony nieco, ale do tego samego natłoku pracy. Pisanie sprawozdań laboratoryjnych to najbardziej męczące zajęcie dla studenta chemii(w sensie, że nudne, bo pisze się o czymś co się już dawno wie). Dziś po zajęciach z "Komputerowego przetwarzania tekstu"(sic!), miałem głupi pomysł - napisania laborki w całości w Tex'u. Może to wypróbuję na następne zajęcia. Ale po tym pisaniu tekstów w trybie tekstowym wpadłem dziś w taki nieco nostalgiczny nastrój. I takim sposobem wylądowałem na stronie poświęconej muzyce komponowanej za pomocą trackerów. Jak na stosunkowo stary format plików to jednak taka muzyka ma swój urok. Chociażby ten kawałek [klik].
można w Cosmos paletieć... yeah... yeah...
];)

poniedziałek, kwietnia 09, 2007

Loop and Buffer

No cóż, mój dzisiejszy ranek i popołudnie nie mogę nazwać udanym. Zapewne gdyby nie czerwone wino czas nie minąłby mi tak znośnie. Wspominałem już, że nie znoszę imprez rodzinnych? Chyba nie. Anyway. Dziś wieczorem wzięło mnie na obejrzenie mojego ulubionego brytyjskiego serialu komediowego - Coupling - tak jakoś z upojenia alkoholem dla poprawy nastroju ];) Tak sobie przypomniałem chyba najmądrzejszą, a zarazem najśmieszniejszą scenę z całego serialu na temat co tak naprawdę myślą faceci o kobietach. Jeff z serialu zawsze mnie powalał na ziemię swoimi tekstami, ale ta dyskusja jest naprawdę filozoficzna. Dlaczego dziewczyny się tak dziwią, że my faceci podczas rozmowy z nimi zachowujemy się jak małpy? Pewnie nigdy nie słyszały teorii "buforu nagości"


PS. Kogo zainteresował ten odcinek niech sobie zobaczy część drugą i trzecią.

niedziela, marca 18, 2007

Life on Oamok

Dziś miałem bardzo miłe popołudnie. Obejrzałem sobie naprawdę ciepły i piękny film. Piękny przez duże "P". O czym był? Jaki tytuł? Odpowiedź, że o pingwinach jest delikatnie mówiąc lapidarna i jeszcze z tego wyjdzie coś takiego. Film nosi tytuł "Marsz pingwinów" i jest bardzo pięknym dokumentem o wędrówce pingwinów cesarskich z oceanu do Oamok, miejsca w głębi skutej lądolodem Antarktydy, gdzie co roku odbywają się pingwinie gody. Po obejrzeniu tego dzieła zrozumiałem dlaczego dobrze się stało, że maskotką linuksa jest właśnie pingwin. Zwierzęta te wydają się nieporadne na lądzie, a jednak one same na tej białej pustyni uparcie i majestatycznie kroczą do celu. Są zdolne przeżyć w tych warunkach tylko dlatego, że trzymają się razem zbite w grupkę ogrzewając się nawzajem mimo, że szaleje śnieżyca, a temperatura powietrza spada do -40 C. Gorąco polecam wszystkim ten film chodź by ze względu na narracje, do której w polskiej wersji użyczył głosu Marek Kondrat. Przykład? Rodzice wędrują na zmianę wiele kilometrów po pokarm do oceanu by nakarmić młode co jest skwitowane takim tekstem ze strony piskląt:
Pingwiny mają dwie strony - czarną i białą. Biała oznacza, że nadchodzi jedzenie, czarna że się skończyło. My jesteśmy szare bo zawsze jesteśmy głodne.



PS. Dziś w nocy po parodniowym kombinowaniu doszedłem czemu mi serwer xorg padł po aktualizacji systemu. Sie okazało, że w nowej paczce sterowników nvidii nie ma już tych do mojego GeForce 3 Ti 200. Mała zmiana na inną paczkę i znów hulam z berylem ];) Pingwin rządzi (ten systemowy i ten cesarski).

czwartek, marca 15, 2007

L3tter5

3 rzeczy hamują rozwój cywilizacji:
- ludzka głupota
- ludzka ignorancja
- sprzedawcy komputerów

Nie lubię siedzieć przed komputerem podłączonym do internetu w stanie "online" lub jak kto woli "dostępny", bo z reguły mam do czynienia z ludźmi po drugiej stronie przypominają mi przynajmniej o jednej z wymienionych rzeczy. Dziś zrobiłem sobie mały off-time i posiedziałem na pr0n.pl czytając logi z IRC. Poniższy mnie po prostu sprowadził do poziomu dywanu

<m@lpa> ej chyba mam wirusa bo komp mi sie tnie...
<m@lpa> jak sprawdzic jakiego mam wirusa?
<qBs> przeskanuj dysk ;)
<m@lpa> ok...
5 minut później...
<m@lpa> i nic nie wykrylo... moze mam stara baze danych wirusow czy cos?
<qBs> a czym skanowales?
<m@lpa> nie wiem jak to sie nazywa....
<m@lpa> zaraz ci dam screena
<m@lpa> ok juz... tylko wrzuce na serwer...
<m@lpa> http://img143.imageshack.us/img143/1937/beztytuu2hz.jpg <qBs> rotfl xDD


Z innej beczki.

Szperając po innych blogach trafiłem wczoraj na taki tekst:
Zabawa na koniec roku szkolnego ^^
1. Złap najbliższą książkę.
2. Otwórz ją na 123 stronie.
3. Znajdź piąte zdanie.
4. Obublikuj je na swoim blogu razem z tą instrukcją.
5. Nie szukaj najfajniejszej książki jaką można znaleźć. Użyj tej, która faktycznie leży najbliżej Ciebie.

"Niedozwolone są pojedyncze białe włosy lub pęczaki włosków."
Herrscher/Theilig
"Rasy kotów"

Pomyślałem sobie - łaj not? I głupawka zaatakowała....
Zrobiłem 2 kroki na południe i podniosłem najbliższą książkę leżącą na podłodze.
"Enzymy restrykcyjne wykorzystuje się do rozcinania DNA na specyficzne fragmenty, które poddają się analizie i różnego rodzaju manipulacjom znacznie łatwiej niż cząsteczka wyjściowa."
Lubert Stryer
"Biochemia"

Chyba muszę zmienić otoczenie książek leżących najbliżej mnie na podłodze. Przekopałem pokój w poszukiwaniu jakiś "normalnych" książek tj. nie stricte naukowych i znalazłem jedynie 2 tytuły - "Wyspa skarbów" i "Porwani przez wikingów". ]:( Chyba najwyższy czas by przejść się do empika po jakąś dobrą książkę.

wtorek, lutego 27, 2007

Come on, have a hug!



Dziś znalazłem taką oto stronę - klik. Akcja spodobała mi się do tego stopnia, że porozsyłałem trochę uścisków przez GG. Życie daje ostro po dupie. Jak dobrze, że są tacy ludzie...

Ktoś chce darmowy uścisk?

sobota, stycznia 06, 2007

A night with The Physicians

Dziś odjechał kumpel z powrotem do Niemiec. Szkoda. Ale jak tutaj był to puścił mi parę kawałków koncertowych zespołu Die Ärzte na swoim laptopie. Jeden z moich ulubionych niemieckich zespołów rockowych. Chyba ich nawet bardziej lubię od "Die Toten Hosen" i "Silbermond". Czemu? Bo są strasznie pozytywnie zakręceni. Jak teraz sobie siedzę i szukam na youtube ich clipów, to się zastanawiam czyby tak do rzeczy, które chciałbym w życiu kiedyś zrobić nie dodać pójście na ich koncert. Potrafią wyrwać masy. W każdym razie wzbudzają we mnie ochotę kupienia sobie gitary elektrycznej i pośpiewania sobie:
Doch eines Tages werd ich mich rächen Ich werd die Herzen aller Mädchen brechen Dann bin ich ein Star, der in der Zeitung steht Und dann tut es dir leid, doch dann ist es zu spät Zu spät...
Ten refren mnie strasznie pozytywnie nastraja. Coś czuję, że przez najbliższe parę dni będę miał dobry humorek. Dziś w każdym razie pójdę sobie jeszcze do lasu szukać pewnych grzybków na pewien chemiczny projekt... ];)