piątek, listopada 17, 2006

Na rozstaju...

Życie to taka wycieczka po górach - raz się wchodzi na szczyt, a raz schodzi w dolinę. Ja wszedłem właśnie w taką dolinę i zaczynam kopać sobie grób... Co takiego się stało? Pojechałem na XXV OSCH do Pucka by odpowiedzieć sobie na pewne pytania, które mnie ostatnio dręczą.
...szukam znaku który się okaże drogowskazem...

Miałem pewne nadzieje związane z tą szkołą. Cieszyłem się na ten wyjazd. A co takiego zrobiłem? Z czterodniowej zabawy dwa pierwsze dni zmarnowałem na kończeniu swojej prezentacji, którą się tylko wstydu najadłem. Jestem żałosny...
...a ludzie cierpią przez swoje aspiracje...

Fuck it! Pojechałem nie po to by wygłosić jakiś referat, który nawet gdyby był "mega" nie zmieniłby nic w świecie nauki. Pojechałem tam by sobie z pewną osobą szczerze porozmawiać. No cóż... Jak zwykle zmarnowałem swoją okazję.
...poddałem się temu jestem sam sobie winien
to mi nie minie tak szybko tak łatwo
bo jesteś mą ofiarą, nadzieją, zagadką...

Puck skończył się dla mnie samotnym spacerem na molo i godzinnym wpatrywaniu się w zatokę pucką. Widok morza utkwił mi głęboko w pamięci. Wracając do domu uświadomiłem sobie, że stoję na rozstaju dróg - dwóch kobiet. A za mną zaczynają się od dziś palić wszystkie mosty. Innymi słowy muszę się wynieść z domu, bo już tutaj nie mogę spędzić spokojnej chwili.
...Chce do jednego miejsca na ziemi gdzie
problemy przestają mieć znaczenie...

Chyba jakiś czas muszę pobyć z samym sobą. Znajomych proszę o wyrozumiałość, jeśli się nie odezwę.
Sacrum bez kontaktu z otoczeniem

]:|

Brak komentarzy: