poniedziałek, września 13, 2010

Booting up...

W ubiegłą niedzielę wybraliśmy się wraz z dziewczyną na zakupy do centrum handlowego na Chełmie. Tak się złożyło, mieliśmy przesiadkę w centrum miasta. Wysiadam z tramwaju i z przyzwyczajenia patrzę kiedy jedzie następny, a tu moim oczom ukazuje się taki oto obraz:
Momentalnie zdębiałem z wrażenia. Całe szczęście nie na długo - zdążyłem jeszcze ustrzelić tą jedną fotkę komórką. Co prawda jakość nie powala ze względu na częstotliwość odświeżania panelu LED, ale można większość odczytać:
Freeing unused kernel memory!
INIT: Version 2.91 booting
?????? ?? ?
proc on /proc type proc (rw)
sysfs on /sys type sysfs (rw)
EXT2-fs warning. maximal mount

Nigdy bym nie pomyślał, że w niedzielne popołudnie zobaczę w środku miasta bootującego się Linuksa (to tak jakby zobaczyć jednorożca). Jakiś czas temu jak postawiono w Gdańsku te panele LED zastanawiałem się co za system to obsługuje. Teraz już wiem ]:) Większość ludzi nawet nie zdaje sobie sprawy, jak często mają do czynienia z systemami unixowymi. Są wszędzie poczynając od urządzeń mobilnych, a kończąc na dużych korporacyjnych serwerach.
Mała zagadka - co ma wspólnego zakup biletu PKP relacji Wrocław-Gdańsk z kupnem worka ziemi ogrodowej w OBI?
Odpowiedź: W obu wypadkach na kasie rachunek wydrukuje nam Linux.

wtorek, sierpnia 17, 2010

Kayaking

W ubiegłym tygodniu wybrałem się wraz z znajomymi na jednodniowy spływ kajakiem Wdą. Jak na mój pierwszy kontakt z taką formą rekreacji bardzo mi się podobało (mimo, że przez dwa dni miałem zakwasy). Wyruszyliśmy z wsi Lipusz, a dopłynęliśmy do jeziora Radolne. W sumie 18,8 km wiosłowania. Wda jest naprawdę piękna. Początkowo nurt jest szybszy, koryto węższe, a po drodze pełno przeszkód. Później bieg się uspokaja i można podziwiać meandry łąkowe, a jest co oglądać. Gdybym miał mój stary aparat fotograficzny z funkcją super-makro na pewno uganiałbym się za świteziankami. Z drugiej strony to chyba lepiej, że go nie miałem, bo przynajmniej od czasu do czasu patrzyłem gdzie płyniemy i w porę omijałem przeszkody, a przynajmniej większą ich część. Najspokojniejszy był spław przez jezioro Schodno (fot. powyżej) - cisza, spokój, pełno wody, słońce i piękny krajobraz. Byłoby całkiem sielankowo, gdyby nie na środku jeziora zadzwonił telefon mojej pasażerki. Od cywilizacji człowiek nie ucieknie... Ech. Trochę stresujące było też przepływanie obok łabędzi z młodymi, ale najwyraźniej zwierzęta te już się przyzwyczaiły do wodnych turystów i obyło się bez atrakcji. Wieczorem koło 18 dotarliśmy wreszcie do celu - jeziora Radolne (fot. powyżej). Ja wyprawę zakończyłem orzeźwiającą kąpielą w jeziorze. Przyznam, że był to męczący dzień, ale warto było i trzeba będzie to kiedyś powtórzyć.

niedziela, lipca 18, 2010

Toy disassembled

Mój zapał nad nową zabawką strasznie się ostudził po ostatnim miesiącu eksperymentowania. Oto kilka powodów dlaczego tak się stało:
  1. Urządzenie działa niestabilnie. Z reguły po kilku/kilkunastu minutach się zawiesza. Nie można wyłączyć przyciskiem power - pomaga tylko hard reset. Do przycisku reset trudno się dostać bez odpowiednio cienkiego kawałka druta lub wykałaczki...
  2. Ponieważ jest to Windows CE trzeba się nieźle naszukać, aż znajdzie się odpowiedni dla architektury program (archiwum cab). Jak się go już znajdzie to się okazuje, że brakuje bibliotek. Jak się znajdzie biblioteki to się okazuje, że są niewłaściwe...
  3. Większa część działających i potencjalnie użytecznych aplikacji działa zbyt wolno ze względu na brak odpowiedniej akceleracji grafiki. Do tej pory nie znalazłem odpowiedniego GAPI...
Nadmienię jeszcze, że netbook strasznie się grzeje w miejscu obok tylnego portu USB. Będąc w moich rodzinnych stronach postanowiłem zbadać sprawę i rozebrać sprzęt. Pełna fotodokumentacja jest dostępna tutaj. Jak się okazało grzeje się moduł wifi. Co prawda o jego wyłączeniu netbook przestaje się grzać, ale i tak po jakimś czasie się zawiesza. Przy okazji rozkręcania dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy. Jedną z nich to fakt, że netbook miał fabrycznie uszkodzony lewy głośnik. Wygląda to tak jakby kropla lutu spaliła membranę głośnika. Tja, Made in China ]:| Sam teraz nie wiem co by można było sensownego z tą zabawką zrobić. Ktoś ma jakieś sugestie?

niedziela, czerwca 13, 2010

My new toy

Tak wygląda moja nowa zabawka, która w całkiem dziwnych okolicznościach znalazła się w moich rękach: Jak wyczytałem po sieci takich chińskich netbooków pojawiło się u nas na rynku całkiem sporo. Nie jest to co prawda tak bardzo powalający sprzęt jak np. Asus Eee PC, ale można się nim pobawić. A osoby które mnie znają wiedzą, że lubię takie zabawy ];) Tak dla dociekliwych podaję specyfikację sprzętową:
  • CPU: Anyka ARM AK7802 248MHz
  • OS: Windows CE 5.0 Professional
  • Wyświetlacz: 7-calowy 800x480 (WVGA)
  • Sieć: Ethernet 10/100M, WIFI 802.11b/g
  • RAM: 64MB
  • ROM: 2GB NAND Flash
  • Złącza:
    • 2× USB 1.0
    • 1× USB 2.0
    • 1× gniazdo słuchawkowe mini jack
    • 1× gniazdo mikrofonu
    • 1× czytnik kart SD
    • 1× RJ-45
  • Wymiary: 21.2×14.2×3.3 cm
Tak to wygląda z boków i z tyłu: Jak wspomniałem wcześniej to cacko działa pod kontrolą WinCE 5.0 Pro, co oznacza, że oprócz shella jest też kilka programów. Głównie są to odpowiedniki programów pakietu MS Office pozwalające na czytanie dokumentów. Można pooglądać prezentację(Power Point Viewer), poczytać PDFa(PDF Viewer), skrobnąć coś tam w edytorze tekstu (MS WordPad) i porachować trochę w prostym arkuszu kalkulacyjnym(Spread CE). Multimidialnie to można "zaszaleć" oglądając zdjęcia bezpośrednio z karty SD w Image Viewer, posłuchać sobie muzyki w Windows Media Player, albo obejrzeć klipy w The Core Player. W sieci poszperać można za pomocą IE 6.0, sprawdzić pocztę za pomocą jakiegoś klienta poczty (wygląda jak wersja CE Outlook Expressa, ale nigdzie nie ma informacji co to) oraz pogadać z ludźmi za pomocą MSN Messengera (nie używam, nie mam zamiaru). Dodatkowo jest RAR do archiwizacji plików, Recorder do nagrywania dźwięku no i wiecznie żywy FreeCell. Pulpit prezentuje się tak: Postaram się wkrótce napisać trochę więcej o tym co z tą zabawką do tej pory zrobiłem.

poniedziałek, maja 31, 2010

Kernel coffee test

Sometimes when I cant sleep from too much coffee I get this really strange ideas... Coffee is important (at least for us computer guys), but did you ever wondered how much? Lately this thought didn't let me go. If programmers drink that much coffee, as I do maybe they write also some comments about it in their code. So I asked myself - how often the word coffee occurs in the Linux kernel source code? [lightnir@chochlik src]$ grep 'coffe' `find -name '*'`|wc -l
5
Ok. Where? [lightnir@chochlik src]$ grep 'coffe' `find -name '*'`
./linux-2.6.30/drivers/net/wireless/orinoco/orinoco_pci.c: * are necessary. Alan will kill me. Take your time and grab a coffee. */
./linux-2.6.30/drivers/char/keyboard.c: * keys and one for extra function keys (like "volume up", "make coffee",
./linux-2.6.30/Documentation/fb/sstfb.txt: - Buy more coffee.
./linux-2.6.30/arch/x86/lguest/boot.c: * Now would be a good time to take a rest and grab a coffee or similarly
./linux-2.6.30/fs/jffs2/wbuf.c: else /* Not sure this should ever happen... need more coffee */
That's interesting. I went further and wrote a quick and dirty shell script that downloaded, unpacked and searched for coffee for the entire 2.x kernel family. Here are the results plotted in gnuplot. That answered all my questions. So what do you do when you have troubles falling asleep? ];)